RSS
piątek, 10 października 2008
przeprowadzka
ani jednej notki więcej na tym różowym. http://too2.blox.pl/html
środa, 01 października 2008
still i end up looking more or less the same
przez ostatnie trzy wieczory przechodziłam przez wszystkie stadia mojej wyimaginowanej ciąży, opracowałam plany kryzysowe, przemowy do rodziców, dziadków i pani w dziekanacie. wymyśliłam imiona dla dziecka, przedszkole mu wybrałam... no, ale nie jestem w żadnej ciąży, jak się okazuje. damn, więc jednak muszę wracać na studia.

i widzicie, na samą myśl o tym mam podobne objawy, zaraz zrobiłam się gruba, pryszczata i mam mdłości. wchodzimy w tunel, pierwszy jaskrawy neon to chorwacja, początek listopada.
poniedziałek, 22 września 2008
w mieszkaniu brakuje powietrza
wiele razy biegałam w swoim życiu i rzucałam to z różnych przyczyn, ale nigdy na taką skalę i z takim zaangażowaniem jak na tych wakacjach. o ile za pierwszym i drugim razem chce się wymiotować i trzęsą się kolana to potem w zasadzie wcale się nie biegnie tylko występuje w reklamówce nike albo teledysku swojej ulubionej piosenki.

a teraz sobie przypominam takie różne rzeczy, o których nie wypada pisać, na skutek czego zadrgają mi czasem kolana i muszę wziąć najgłębszy oddech; w tym stanie staje na ścieżce z ulubioną piosenką w uchu, w moich jedynych i niepowtarzalnych nike running shoes to jestem tak strasznie sobą, że już nie mogę bardziej.

nie za bardzo wierzę, że uda mi się skończyć 'nędzników', trzecią serię kursu na deutsche welle albo znacząco polepszyć swój czas na dziesięć kilometrów. chciałabym mieć jeszcze trochę czasu zanim zostanę wchłonięta albo chciałabym w ogóle nie być wchłonięta. wizja utraty tej siebie, którą mam teraz i która jest najważniejszym, co zyskałam w życiu, jest dla mnie absolutnie przerażająca. może da się tego jakoś uniknąć?
niedziela, 21 września 2008
sex on fire, anyway
to było właściwie tak, że przez cały rok byłam trupem. to nie jest życie, nawet wszystkie moje akcje bycia szczęśliwą i takie inne różne, były to tylko rozpaczliwe próby zmartwychwstania, nieudane zresztą, byłam nieżywa. odkładałam na później wszystkie plany, że 'pomyślę o wakacjach, jak zdam anatomię', a potem 'jak dopuszczą mnie do sesji', a potem byłam sesja kiedy to byłam bardziej martwa niż kiedykolwiek, przestałam jeść i spać, nawet płakać.

po skończeniu praktyk, (podczas których chciałam myśleć o wakacjach, ale byłam wykończona) przeszłam około piętnastominutowe załamanie nerwowe na łące w moim rodzinnym mieście, spowodowane kilkoma sprawami. między innymi tym, że ginekolog przemo ma już jedną żonę, a nawet (o ja nieszczęsna!) plotka na mieście mówi o jakichś dzieciach. nie żebym kochała specjalnie ginekologa przema (heloł, nie mam serca), ale jest to pierwsza osoba od kiedyśtam, która wzbudziła we mnie (umiarkowany, bo umiarkowany) zachwyt, bo ach - ta pewność siebie przy myciu rąk przed operacją robi jednak wrażenie. ale dość o tym.

po piętnastu minutach rozpaczy, że muszę gdzieś jechać, ale nie mam gdzie, a najbardziej to nie mam (rozpaczliwy szloch w rękaw) z kim wzięłam się w garść, wskutek czego w moim życiu pojawił się przełomowy, rozwijający, ciepły i dobry, dobry sierpień.

dlaczego myślałam, że 2008 będzie straszny? bo miałam wizję przygnębiającego roku akademickiego, później mało twórczych, paskudnych, szarych i złych wakacji, a potem kolejnego semestru, którego za pomocą rozmaitych środków poetyckich przyrównałabym do ciemnego i ciasnego korytarza, bez słońca, bez uśmiechu, bez nadziei. nie przesadzam. to nie jest życie, to jest wegetacja - jak powiedziała moja koleżanka, która studiuje to samo, tylko gdzie indziej. myślałam, że ten rok będzie paskudny, ale cokolwiek by się nie działo teraz - nie można całości oceniać źle po takich wakacjach.

byłam ostatnio wypożyczyć książki na drugi rok i zadrżałam. nie chodzi mi już o 1200 stronicowego harpera i świadomość, że będę go znała kartka po kartce na pamięć (bo będę, przecież wiecie) tylko o to, ile zyskałam przez te wakacje (kondycję, figurę, języki, samopoczucie, świadomość siebie, czystą cerę, książki, płyty, filmy, łzy i śmiech) i gdzie to wszystko pójdzie. w skrócie chodzi mi o to, że jak pod koniec roku będę umierała ze strachu przed egzaminem, leżąc gruba, nieszczęśliwa i słaba na podłodze, przypomnijcie mi żebym się z tej okazji zabiła.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50
szablon to w 100% moja sprawka.
obrazek: natskido.deviantart.com

Nowoczesne przeglądarki statystyka